-Wszystkiego najlepszego!-Krzyknął
-Dzięki . Fajnie że pamiętałeś .
-No a jak bym mógł zapomnieć ? co ?
-heh-zaśmiałam się.
-Jutro przyjdzie do ciebie niespodzianka.
-a jaka ? -zapytałam
-to niespodzianka-zaczął się śmiać
-Dobra ja kończę bo Reus się denerwuje hehe-zaśmiałam się-Pa.
-Pa.
-Kto to był?-zapytał Reus
-Fabian , złożył mi życzenia .-Powiedziałam
-O ! Masz urodziny ?
-Tak , jutro.
-Aha.
Doszliśmy do mojego domu ...
-Zostaniesz ?-zapytałam Marco.
-Jeśli chcesz to mogę i tak nie mam nic ciekawszego do robienia.
-Oki.
Weszliśmy do domu...
-To co porobimy?-zapytałam
-Zaczekaj ktoś dzwoni-Marco odebrał telefon okazało się że to Lewy Marco wyszedł na zewnątrz . Wiem że to nieładnie ale postanowiłam podsłuchać ich rozmowę . Słyszałam coś o imprezie ale bardziej cieszyło mnie to że usłyszałam że Robert wychodzi ze szpitala.Nagle do domu wszedł Marco , a ja szybko wskoczyłam na kanapę żeby nie było że podsłuchiwałam .
-Lewy dziś wychodzi ze szpitala-powiedział Marco
-O! Super !
-Oooo... Ktoś tu tęsknił - powiedział Marco ze złośliwym uśmieszkiem
-Oj przestań.
-dobrze -powiedział Reus pukając mnie po głowie
-To co porobimy ... ja nie chce siedzieć w domu-powiedziałam.
-To pójdziemy do parku , co ty na to ?
-Ok.-Odpowiedziałam .
Wzięłam moją deskorolkę i poszliśmy do skate parku .Reus oglądał jak jeździłam , gdy nagle jakiś koleś rzucił mi patyk pod deskę .Podbiegł do mnie Marco.
-Jesteś cała ?-Zapytał
-Nie w kawałkach - zaśmiałam się
-No ale coś cię boli? - dopytywał się Marco
-Tak.
-Co?
-No jakby to powiedzieć...noga bo mi na niej stoisz!-powiedziałam z uśmiechem
-Ups. sorry -powiedział Marco i szybko przestawił nogę
-Ok wszystko dobrze. Może pójdziemy do szpitala po Lewusa?
-Spoko możemy iść .
Poszliśmy do szpitala zabraliśmy Lewego i ruszyliśmy w stronę mojego domu.Gdy byliśmy już w domu do Marco niespodziewanie zadzwonił telefon po czym Marco wyszedł na zewnątrz i zaczął rozmowę. Razem z Lewym poszliśmy do salonu pograć w Fifę. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy grę. Zauważyłam jak Lewy się na mnie patrzy dla tego łatwiej mi było z nim wygrać. Po zakończonej grze wygrałam 3:0 a to tylko dla tego, że Robert nie grał tylko na mnie patrzył. Postanowiłam zapytać się o co mu chodzi.
-Czemu się tak na mnie patrzysz ?
-Bo mam oczy i mam prawo nimi patrzeć .
-Ale na serio , czemu się tak patrzysz ?-zapytałam
Lewy bez słowa ,przysunął się do mnie i chciał mnie pocałować lecz Marco wpadł do salonu i Robert się ode mnie szybko odsunął
-Ej!Mam...,łoo...przeszkadzam-odezwał się Marco
-Nie, nie przeszkadzasz Marco-zawsze psujesz takie momenty Reus. Cały czas siedzieliśmy w salonie a Marco cicho się śmiał
-Czekajcie muszę zadzwonić-odezwał się Marco po czym wyjął telefon i zadzwonił do mnie.
-Marco ty debilu po co dzwonisz, przecież siedzę obok ciebie.
-Rzeczywiście nie zauważyłem.
-No to co chciałeś mi powiedzieć?
-Przyjdziesz jutro na trening?
-Jasne a o której?
-O 19.
-Ale spóźnię się na wieczorynkę.
-Jaką?
-"Przyjaciele z kieszonkowa"
-A tam jest Mario
-No odcinek 11
-Ej...ja też tu jestem.-odezwał się Lewy.
-Oj przepraszamy Lewusku -przytuliłam go
-Przeprosiny przyjęte.
-A tak wracając do tematu to czemu ten trening jest tak późno?
-No bo ten no yyy...zobaczysz jutro.
-No ok.
-Dobra ja już muszę iść- odezwał się Lewy
-To ja też już pójdę
-No to do jutra
Gdy chłopaki wyszli wzięłam prysznic poszłam coś zjeść pooglądałam trochę telewizję i poszłam do łóżka gdy tak leżałam cały czas miałam w myślach Roberta. Po chwili usnęłam.
Obudziłam się o 10 ubrałam się w to :
-Czy ty jesteś Laura? -zapytałam
-Tak a o co chodzi?
-Laura Rajczyk?
-Tak.Oliwia Marszałek?
-Nom to ja sorry że na ciebie wjechałam.
-Nic się nie stało.
-Jakim cudem jesteś w Dortmundzie?
-Długo by trzeba opowiadać.
-No to chodź do kawiarni to pogadamy.
-Ok. To chodźmy.
Razem z Laurą poszliśmy do kawiarni i usiedliśmy przy stoliku i gadałyśmy o różnych rzeczach.A bym zapomniała powiedzieć wam kto to jest Laura więc to jest moja przyjaciółka ze szkoły. Gadałyśmy tak do 16.30 gdy zauważyłam, że jest już ta godzina przeprosiłam Laurę i poszłam do domu. Wzięłam prysznic ubrałam się w odpowiednie ciuchy
uczesałam i zrobiłam makijaż.Po wszystkich czynnościach zobaczyłam, że jest 17.43 miałam jeszcze trochę czasu więc weszłam na fejsa i pisałam z Fabianem do godziny 18.23. Postanowiłam już iść na trening chłopaków. Gdy przyszłam na stadion o dziwo nikogo tam nie było.
-sto lat !-krzyknęli chłopcy wyskakując przede mnie .
-czemu nie macie treningu ?-zapytałam
-trening był , a teraz jest impreza .-powiedział Mats.
Była 19:10 chłopcy goniąc się po całym boisku ,krzyczeli :Ogórek, ogórek, ogórek zielony ma garniturek i czapkę i sandały ,zielony, zielony jest cały!!!!!!!.Zaczęłam oglądać prezenty od chłopaków
Robert dał mi łańcuszek,Reus -koszulkę ze swoim nazwiskiem,Mats-Bransoletki,Goetze-Perfumy, i tak dalej... .Ledwo zaczeła się impreza a chłopacy pili już procenty Na boisku zobaczyłam Reus'a próbującego strzelić do bramki kapciem lewego i Lewy próbował mu go zabrać
-Nie koncentruj mistrza-powiedział Marco
-Koncentrat to może być z Pudliszek- zaśmiał się Robert
-Czemu Marcel ma tyle włosów a Ronaldo tak mało? -zapytał Mats
-Bo Ronaldo łysieje a poza tym on ma więcej żelu niż włosów- powiedział Mario
Obok Leitner bił się z krzesłem a Kuba i Łukasz śpiewali
- Rozebrali mi składaka
Po chwili zobaczyłam jak Marco usiadł Robertowi na plecach
-Spokojnie mój wierzchowcu - mówił Marco do Roberta który chciał go zwalić
-Idziemy łapać egzotyczne muchy- powiedział Kehl
-Patatataj mój rumaku -powiedział Marco do Lewego
-Czy ty Jakubie bierzesz za żonę Łukasza i ślubujesz mu miłość nie wierność i nieuczciwość małżeńską i że mu nie odpuścisz aż do śmierci? - powiedział Gundogan
-Tak. -powiedział Kuba
-Czy ty Łukaszu bierzesz za męża Jakuba i ślubujesz mu miłość nie wierność i nieuczciwość małżeńską i że mu nie odpuścisz aż do śmierci? -mówił Gundogan
-Niee.-powiedział Piszczu po czym Kuba wziął ode mnie pierścionek z palca i ganiał Łukasza po boisku krzycząc "Wyjdź za mnie"
-Wiecie, że kaszalot ma duże zęby i śmierdzi mu z gęby?- powiedział Goetze
-Kaszalot jest duży i pływa w kałuży.-powiedział Marco i wszyscy zaczęli się śmiać
-A wiecie, że mam więcej takich rymowanek w moim różowym pamiętniku? -dodał Marco
-Spiderman- krzyczał Roman uwieszając się na bramce.
Langerak podbiegł do bramkarza i oblał go wodą krzycząc Weidenfeller sika w gacie.
-Wiem co mu kupie na urodziny.Nocnik i pieluszki. -powiedział Lewy
-Trudne sprawy -zaśpiewałam
Robert zbierał puszki żeby urządzić wojnę na puszki
-Każdy ziom zbiera złom- krzyczał Marco patrząc na Lewego z czego wszyscy pokładali się ze śmiechu
Gdy wszyscy gdzieś łazili po boisku ja siedziałam na trybunach i patrzałam na nich nagle przyszedł Robert.
-Lewy szukasz puszek? -zapytałam
-Nie.Szukam ciebie.-powiedział
-A czemu akurat mnie?
-Bo muszę ci coś powiedzieć- gadał Lewy ledwo stojąc
-Tak. A co? -pytałam
-Noo..yyy.. jak by to powiedzieć.
-No mów.
-A mogę po angielsku?
-No dobra
-Do you speak Polish?-zapytał Robert
-Nie pole tylko w piecu.-odpowiedziałam z uśmiechem
-Ja też.- powiedział Lewy
-Ok to co chciałeś powiedzieć?
-No to że...
-Że?
-Że cie lubię
-No ja cie...- przerwał mi Lewy
-A może i tak trochę bardziej
-Możesz jaśniej?
-Nie mam latarki ale spróbuje.
-No wiec mów.
-To ja ciebie kocham-powiedział Robert i mnie pocałował po czym odszedł
Myśląc o słowach Lewego usnełam.
Po paru godzinach wszyscy spali.


Super. Dzisiaj znalazłam. Będę tutaj często zaglądała. Czekam na następny rozdział. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńno super jak zawsze :**
OdpowiedzUsuńŚwietne *.*
OdpowiedzUsuńCzekamy na nexta :))
Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
http://karolina-marco-and-patrycja-mario.blogspot.com/