-Nie mogę uwierzyć... Przyjaciele się ode mnie odwrócili?-spytał.
-To nie oni odwrócili się od Ciebie, tylko ty od nich... Nic nikomu nie powiedziałeś o transferze do Monachium.
-Chciałem, żeby to była dla Ciebie niespodzianka... Te paple od razu wszystko by wygadały...
-Paple? Już nie przyjaciele?
-Tak, paple! Jestem na nich zły!-krzyknął i wstał z kanapy po czym ponurym krokiem poszedł na górę...
Akurat musiał się tym dzielić... a ja chciałam gdzieś wyjść. Teraz mogę co najwyżej iść z Vicki... Postanowiłam jednak chociaż trochę pospacerować...
Wyjęłam Vicki z łóżeczka, ubrałam ją po czym razem włożyłyśmy buty i kurtki i wyszłyśmy na zewnątrz. Spacerowaliśmy po niemal całym centrum Monachium. Byłam zapatrzona w uśmiech małej. Cieszyła się i opisywała po swojemu wszystko co zobaczyła.
*Robert*
Ostatnie nadzieje żywiłem w Łukaszu. Był moim przyjacielem od dawna... Z resztą to dla Niego i Mario zmieniłem klub. Oprócz Kuby w Borussi nie było nikogo z kim mógłbym rozwinąć jakąś przyjaźń. Wybrałem numer do Piszczka i czekałem aż odbierze... Po kilku sekundach mój klubowy kolega odezwał się:
-Elo, elo!-powiedział (pewnie jak zwykle się śmiejąc)-Co tam?
-No... mam dla Ciebie pewną wiadomość... Zgadnij co się stało?
-Zmądrzałeś?-spytał z wyraźnym śmiechem.
-Przestań, mówię poważnie...-sam lekko się zaśmiałem.
-No co tam się stało?
-Będę ojcem!-prawie krzyknąłem, natomiast Łukasz się nie odzywał.
-Yyy... Mam troszku mindfuck'a... Przecież wiem, po co mi o tym mówisz?
-Jak to wiesz?
-Anka zdążyła się już pochwalić...
-Stachurska?
-Masz dziecko z dziewczyną, której nazwiska nie znasz?
-Musisz do mnie przyjechać, jest problem...-rozłączyłem się nie wiedząc co mam myleć... Z Anką... z Anką to było tak przelotnie... Spodobała mi się... Nie ukrywając... spodobała się każdemu z Reprezentacji... Mieliśmy akurat przedmeczowy trening, kiedy ona miała zawody... Pociągająca karateczka... A te nogi... Wtedy wcale nie myślałem o Oliwii... My i te panny mieszkaliśmy w tym samym hotelu... Po prostu tamtej nocy zaciągnąłem seksowną Anię do łóżka... i to w sumie tyle... Po nocy z nią spędzonej po prostu się wycofałem. Nic nie mówiąc odeszłem... Skąd mogłem wiedzieć, że zrobię jej bachora...
*Oliwia*
Wędrowałyśmy już z Vicką dość długo, ale ona nie chciała jeszcze wracać. Weszłyśmy do kawiarni, aby trochę się ogrzać i wypić jakieś kakao na ten przykład. Jednak Vicki miała ochotę skosztować lodów... Zdecydowałam, że zamówię jej te lody, ale w bardzo małej porcji... Nie chciałam, żeby Robet krzyczał na którąkolwiek z nas...
Po tym małym deserku wróciłyśmy do domu. Vicki trochę kaszląc pobiegła do swojego pokoju, a ja usiadłam w salonie. Niby nic-taka wędrówka-a trochę się zmęczyłam... Nagle do pokoju wszedł Robert. Wyglądał na bardzo przygnębionego.
-Robert, coś nie tak?-spytałam podchodząc do niego.
-Skarbie... Ta ciąża... Nie żartowałaś?
-Nie, a czemu?
-Bo... Muszę Ci coś powiedzieć...
-Słucham.
-Ale obiecaj, że cokolwiek Ci teraz powiem, nie uciekniesz mi.
-No... dobrze.
-Pamiętasz jak miałem jechać na zgrupowanie do Polski?
-Pamiętam.
-Trening przedmeczowy mieliśmy na stadionie, a obok ćwiczyły takie karateczki...
-I?
-I ja poszłem z jedną do łóżka, ale nie wiem dlaczego to zrobiłem... Żałuję.
-Nie chcę tego słuchać.-odepchnęłam go i podeszłam do drzwi. Niestety Robert mnie zatrzymał.
-Obiecałaś, że nie uciekniesz.-powiedział stanowczo.
-Uciekniesz? Czuję się jak zamknięta w jakiejś klatce... Co to jest? Związek, czy zakład karny? Daj mi odetchnąć... Daj mi żyć.-wyszłam z domu.
Starałam się nie płakać, ale żal wobec Roberta wziął górę... Gdy przechodziłam obok parku dałam za wygraną i rozpłakałam się na dobre. Łzy w oczach przesłaniały mi widok, więc nie szłam dalej, ale usiadłam na ławce.
Siedziałam tam może pięć minut... coś około sześciu. Nagle, tak znikąd dosiadł się do mnie jakiś chłopak. Sprawiał wrażenie znajomego, ale przez kapelusz i ciemne okulary nie byłam w stanie go rozpoznać. Chłopak zdjął okulary i starł z moich policzków łzy. Teraz nie miałam wątpliwości, że to Mario. Tak, to był Goetze.
-Coś się stało? Czemu płaczesz?
-Nieważne. Zostaw mnie samą.-powiedziałam, bo nie chciałam, żeby ktoś się nademną użalał.
-Ważne. Powiedz mi. Może Ci jakoś pomogę.
-Wątpie...
-Tak w ogóle to co tu robisz? Nie powinnaś być teraz w domu?
-Powinnam, ale nie chcę tam wracać. Robert... Szkoda słów.
-Pokłóciliście się?
-Robert mnie zdradził.-mruknęłam, a Mario nie był w stanie nic powiedzieć. Po prostu dał mi swoją kurtkę i otulił mnie nią tak mocno, że nie zdołałabym się wyplątać. Nie chciałam, żeby mnie puszczał. Tak bardzo potrzebowałam teraz kogoś, kto mógłby ze mną zwyczajnie porozmawiać...
-To jeszcze nie koniec świata.-powiedział Mario patrząc mi w oczy, które chwilę później znów były mokre...-Nie płacz...-dodał ścierając łzy z moich policzków.
-Ale ty nic nie rozumiesz... Ja jestem w ciąży...-wtedy rozpłakałam się na dobre.
-Sprawdzałaś?
-Kilka razy...
-Co teraz zrobisz?
-Nie wiem.
-Masz gdzie mieszkać?
-Nie.
-Może zamieszkaj u mnie?
-Nie mogę.
-Dlaczego? Czemu nie chcesz sobie pomóc?
-Ale ile ja mam u Ciebie mieszkać? Do rozwiązania jeszcze siedem miesięcy...
-Bez problemu możesz mieszkać u mnie tyle czasu, a nawet dłużej.
-Ale...
-Żadnego ale. Idziesz ze mną.-uśmiechnął się całując mnie w nosek.
