sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 18 "Czy to było pytanie retoryczne?"

W progu stał nie nikt inny, jak...Cristiano Ronaldo we własnej osobie. Ja jak zwykle gościnna uśmiechnęłam się, ale w głebi duszy byłam zaskoczona całym zdarzeniem. Ronaldo przywitał się z moim ukochanym i podszedł do mnie. 
-My się jeszcze nie znamy, prawda?-spytał Cris. Lewy zostawił mnie samą z Cristiano w przedpokoju, ponieważ poszedł odprowadzić czteroletniego Cristianinho do reszty dzieciaków.
-No nie znamy...-mruknęłam nieśmiało.
-Cristiano. Dla ciebie Cris.-uśmiechnął się miło i podał mi rękę.
-Oliwia.-uścisnęłam ją.-Zapraszam do salonu.-powiedziałam po chwili i poprowadziłam Cristiano do reszty gości. Usiedliśmy na kanapie. Tym czasem Lewy z uśmiechem wyleciał z ogrodu, a za nim ogonek dzieciaków składający się z  Vicki Lewandowskiej, Oliwii Błaszczykowskiej, małego Omerka Sahina i Cristianinho Ronaldo.
-Chce mieć tyle dzieci.-Robert zwrócił się do mnie.
-Jak ty sobie z jednym rady nie dajesz... Co dopiero czwórkę...-powiedziałam, a towarzystwo zaczęło się śmiać.
-Achh... Ty to jesteś. -westchnął wracając z dziećmi do ogrodu. My natomiast przegadaliśmy chwilę czasu, a gdy skończyły się nam tematy postanowiłam podać jedzenie. Kuba wciągnął najwięcej. Zawsze był łakomczuchem, w dobrym tego słowa znaczeniu. Lubi sobie podjadać, co Agata nie jednokrotnie mu wypomina.
Później nadszedł czas na dzieci. Postawiłam na stole tort i włożyłam do niego trzy świeczki. Dzieciaki od razu gdy zobaczyły smakołyk zbiegły się w salonie. Ostatni szedł Cristianinho z bardzo ponurą miną. Podniosłam Vicki na rękach, a Robert zapalił świeczki. Wszyscy zaczęli śpiewać sto lat po angielsku, ponieważ w miarę możliwości wspólnie mogliśmy porozumiewać się w tym języku. Mała zmuchnęła świeczki i ślicznie się uśmiechnęła. Ja zaczęłam kroić tort.
-Tato?-zwrócił się Cristianinho do swojego taty.
-Tak skarbie?-spytał czule Cristiano.
-Ile kilokalorii jest w kawałku tego ciasta?
-Nie wiem synku, a czemu o to pytasz?
-Jestem na diecie.-palnął mały, a ja zaczęłam cicho chichotać. Cris to zauważył i sam delikatnie się zaśmiał.
-Przecież wiem, że chcesz trenować, ale kawałek ciasta Ci nie zaszkodzi.
-Czy ja wiem...
-No za koleżankę nie zjesz? Później to odbiegamy.-przekonywał go Cris.
-No dobrze.-powiedział mały i podszedł do mnie.
-Czy mógłbym prosić o kawałem ciasta?-spytał uprzejmie mały dżentelmen.
-Oczywiście.-ukroiłam całkiem spory kawałek, włożyłam go na talerzyk i podałam Cristianinho.
-Proszę pani? A ile to ciasto ma kilokalorii?
-Nie wiem skarbie, ale nie martw się, nie przeszkodzi Ci w treningach.
-Napewno?-dopytywał mały .
-Napewno. Masz zwiększony metabolizm, szybko to spalisz.-zapewniłam go.
-Dziękuję.-powiedział krótko po czym odszedł. Chwilę później podszedł do mnie Cris i zaciągnął na kanapę. Gadaliśmy sobie o małym. W ogóle o dzieciach. Wkońcu odważyłam się go zapytać:
-Utrzymujesz kontakty z matką Cristianinho?-spytałam cicho, tak żeby mały nie usłyszał. 
-Nie...-mruknął.-Możemy o tym nie gadać? To dla mnie trudny temat...
-Oczywiście, rozumiem. Chciałam Cię zapytać o zdanie w pewnej sprawie, ale jeśli nie chcesz gadać, rozumiem.
-Możesz pytać, ale nie o matkę Cristianinho.
-No dobrze...-zacięłam się
-...więc nie mam pytań ,tak?-dokończył za mnie śmiejąc się.
-Hehe... nieee...
-To o co chodzi? Śmiało. Jako...hmmm... doświadczony ojciec mogę udzielić Ci kilku rad.-zabawnie wywyższał się ponad swój poziom.
-Chodzi o Vickę. Mamy jej powiedzieć, że jej matka nie żyje?
-Tak było by najlepiej. Później będzie miała do was żal, że nic jej nie powiedzieliście.
-Ale czy ona coś zrozumie?
-Nawet jeśli nie zrozumie, to zapamięta. Gdy później o to spyta, to tylko jej przytakniecie.-uśmiechnął się przyjaźnie.
-Dziękuję.-odpowiedziałam z wdzięcznością. Czułam dużą ulgę. Z Robertem rozmawialiśmy o tym już kilkanaście razy, ale nie mogliśmy dojść do "porozumienia". Cris naprawdę był dobrym ojcem, a rozmówcą jeszcze lepszym. Poczułam, że zyskuję nowego przyjaciela. 
Pod wieczór goście chcieli już się zbierać. Panowie jako piłkarze mieli jutro trening. Cris i Cristianinho musieli u nas zostać, ponieważ nie mieli już sił na powrót do Madrytu. Ja postanowiłam zebrać dzieciaki. Poszłam do ogrodu, a to co tam zobaczyłam było bardzo słodkie. Omerek i Vicka spali na hamaku, Oliwia zaraz obok nich-pod drzewem, a mały Cristianinho obok młodej Błaszczykowskiej. Zgarnęłam najpierw Cristianinho i zaniosłam go jego ojcu. Cris wziął go na ręce i kołysał delikatnie. Wróciłam do ogrodu po Oliwię i podałam ją Kubie. Omerka-Tugbie, a Vickusię-Robertowi. Pożegnałam gości, a po chwili w domu zostali tylko Lewandowscy, Marszałkówna i Cristiano oraz Cristianinho Ronaldo. Ponieważ łóżko w sypialni było wygodniejsze, postanowiłam, że odstąpie je Crisowi i jego synkowi, a ja i Robert prześpimy się w gościnnym. Gdy mój ukochany wrócił z pokoju Vicki nie był z tego pomysłu zadowolony, ale  po dłuższych namowach przystał na mój pomysł. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic aby nie zajmować łazienki. Ubrałam długą koszulkę i lekkie, krókie spodnie a'la alladynki, po czym wyszłam z łazienki. Od razu poszłam do gościnnego i położyłam się w łóżku. Nedługo później dołączył do mnie Robert. Pochylił się nade mną i zaczął mnie całować.
*Robert*
-Co robimy kochanie?-spytałem.
-Czy to było pytanie retoryczne?-zaśmiała się.
-Oczywiście.-zaśmiałem się razem z nią.-Wiesz, że bardzo Cię kocham?
-Wiem.-odpowiedziała. Ja delikatnie ją pocałowałem, a gdy nasze wargi się zetknęły, wiedziałem, że gdybym nawet dożył setki i zwiedził wszystkie kraje świata, nic nie da się porównać z tą jedną chwilą, gdy pocałowałem dziewczynę moich marzeń, i byłem pewny, że moja miłość będzie trwała wiecznie. Jeszcze raz musnąłem jej wargi, jak gdybym chciał zatrzymać tę chwilę w sercu. Gdy się od niej odsunąłem, ona pociągnęła mnie za koszulkę i przyciągnęła do siebie niczym lwica, co również udowadniały jej rude włosy. Czułem jak mocno bije jej serce. Słyszałem przyśpieszony oddech dziewczyny, tej dziewczyny ,którą tak bardzo kochałem. Włożyłem moje ręce pod jej koszulkę i zacząłem pieścić ciało mojej ukochanej. Później wiadomo do czego między nami doszło...
Zmęczeni położyliśmy się i przytuleni do siebie zasnęliśmy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz