Następnego dnia było wielkie święto, a mianowicie urodziny małej Victorii. Nie budząc małej wstałam i po cichu uszykowałam się. Wzięłam prysznic i przebrałam się w zwykłe ciuchy, bo przecież będę robić dla Vicki tort i inne potrawy na przyjęcie, więc mogę się ubrudzić.
Zebrałam włosy w kucyk i zeszłam na dół do kuchni. Spotkałam tam Roberta przygotowującego się na trening.
-Kochanie, widziałaś gdzieś moje buty?-spytał przewracjąc cały salon do góry nogami.
-Znając życie są w przedpokoju.
-Sprawdzałem.
-To weź inne. Zaraz się spóźnisz.
-Ale tamte były fajne...-mruknął.
-Robert jazda!-poganiałam go.
-Już już.-ubrał buty
i wyszedł. Ja natomiast zajęłam się zakupami. Ubrałam się i wyszłam do sklepu. Gdy wróciłam do domu Fabian minął się ze mną w drzwiach. Wyszedł z małą do sklepu, aby wybrała sobie jakąś zabawkę. Gdy moje maluchy zniknęły za drzwiami zaczęłam robić tort dla Vicki. Moje skończone dzieło wyglądało tak:
Mam nadzieję, że małej będzie się podobało. Następnie zaczęłam robić słodkości dla maluchów,
muffinki,
dużo muffinek...
Potem przygotowałam jakieś ciepła dania dla tych większych dzieci. Robert wrócił z treningu i pomógł mi ukryć potrawy przed małą Victorią. Kilka muffinków schował w swoim żołądku, wyjaśniając się tym, że jest głodny. Nie gniewałam się na niego wcale, bo wiedziałam jakie mają wyczerpujące treningi, a rano przecież nie jadł śniadania. Gdy Fabian wrócił ja zajęłam się Vicki. Ubrałam ją w śliczną sukieneczkę.
Przy ubieraniu Vicki się trochę wierciła, ale w końcu szeroko się uśmiechnęła i zeszła z krzesełka. Dałam jej nowe zabawki kupione przez Fabiana,
a sama poszłam się przebrać.
Gdy zeszłam na dół Robert krzywo się uśmiechnął.
-Coś nie tak?-spytałam.
-Vicki śliczniutko.-wziął ją z moich rąk.-Ale ty... Mogłabyś ubrać się bardziej kolorowo. Na pogrzeb idziesz, czy na urodziny?-uśmiechnął się uprzejmie.
-No dobrze. Jeśli tak wolisz...-powiedziałam i wróciłam na górę. Przebrałam się w sukienkę w kwiaty:
Do tego założyłam buty tego samego wzoru:
Gdy wróciłam do mojego towarzystwa Robert z uśmiechem pokiwał głową.
-Teraz wyglądasz jak człowiek.-zaśmiał się złośliwie.
-No dzięki...-mruknęłam udając smutną.
-Żartowałem, wyglądasz pięknie.-szepnął do mnie.
-To prawda.-potwierdziła mała Vicki. Nareszcie zaczęła składać zdania. Jak na jej wiek to bardzo późno, ale jestem z niej dumna.
-Chodź kochanie. Teraz wujek się ubierze i możemy przyjmować gości. Hm?-podałam jej rękę, a ona z uśmiechem mocno ją uścisnęła. Robert przyszedł do nas jakieś 15 minut później. Ubrany był w coś takiego:
-Mój przystojniak.-uśmiechnęłam się na jego widok.
-Nie tylko twój kochanie.-śmiał się.
-Jak to?-zdziwiłam się
-Tej oto pani też.-wziął Vicki na ręce.-Prawda maleńka?
-Prawda.-uśmiechnęła się.
-Powiedz, że wujek jest najprzystojniejszy na świecie.
-Mój wujek jest najjjj-przyyyy-stojjjj-nieee-jszy na świecie.-zacięła się przez chwilę.
-Robert... skromny jesteś.
-Ciociu, lepszego nie znajdziesz.-zaśmiała się Vicka.
-Ona ma racje. Święte dziecko!-podrzucił ją i złapał, po czym biegał z małą po ogrodzie. Śmiałam się z nich długo potem, aż do czasu gdy przyszli goście. Ja i Vicki witaliśmy przybyłych, a Robert jak przystało na dżentelmena przyjmował prezenty z rąk gości. W naszym kinder party królowały dzieci, które po zaproszeniu od Vicki poszły razem z nią do ogrodu. Dorośli natomiast, czyli Nuri i jego żona Tugba, Jakub i Agatka oraz samotny Mario rozsiedli się w salonie popijając kawę i gadając. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?-zwróciłam się do Roberta.
-Tak.-powiedział tajemniczo-Chodź.-po czym pociągnął mnie za rękę ku drzwioim. W progu stał nie nikt inny, jak...














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz