czwartek, 9 lipca 2015

20. "Pomasować?"

Rano obudziłam się przy Robercie. Mój ukochany nie spał. Z uśmiechem patrzał mi w oczy bawiąc się moimi włosami. 
-Dzień dobry kochanie.-pocałował mnie w czoło. 
-Cześć.-uśmiechnęłam się do niego.
-Co dziś robimy?-spytał nie wypuszczając mnie z objęć.
-A co byś chciał?
-Powtórkę z wczoraj wieczór?-spojrzał na mnie czule po czym zrobił karpia.
-Niee... Błagam Cię...
-No czo?-objął mnie w pasie i przycisnął do siebie.
-Robert!-wrzasnęłam.
-Pięknie wyglądasz gdy się złościsz-uśmiechnął się całując mnie co słowo.
-Wypuść mnie!-śmiałam się.
-Nie. Coś za coś.
-Dobrz...Co chcesz?-spytałam.
-Na początek zrób śniadanko... najlepiej naleśniki. Później idź na zakupy, posprzątaj w domu bo trochę tu chlew...
-A może jeszcze frytki do tego?-warknęłam z ironią.
-Możesz... ale z keczupem.-wyszczerzył się.
-No i co mi dało, że mam narzeczonego? Single mają lepiej.-spojrzałam w górę kierując pytanie do Wszechmogącego.
-Ojjj... a kto by się Tobą tak wspaniale opiekował, czo?-Robert przytulił się do mnie.
-Sama potrafię o siebie zadbać...-wstała, ale on pociągnął ją do siebie co poskutkowało tym, że wylądowała tyłkiem na podłodze.-Robert, głupi jesteś?
-Inteligentny nie jestem, ale żeby tak od razu głupi?
-Tak, głupi.-wstała.-Dziś masz zakaz dotykania mnie i wszelkich rzeczy, które mogą zrobić mi krzywdę.
-Ale kotku... Skarbie mój... Kochanie... No proszę...
-Nie obchodzisz mnie.
-Chciałbym zaznaczyć, iż dzisiaj nie będzie mnie w domu... I jutro też.
-Czemu?
-Czyli jednak Cię obchodzę. Mamy zgrupowanie. Jadę do Warszawy.
-No tak... A ja mam mieć na głowie cały dom przez dwa dni?
-Oczywiście, że tak.
-Miły jesteś. Naprawdę...-wciągnęłam spodnie.
-No nie złość się już...
-Mogę się nie złościć ale tyłek nadal będzie boleć idioto...
-Pomasować?-wyszczerzył się.
-Aj.. Robert, Robert...
-No czo? Chciałbym...-powiedział. 
-Ty się lepiej do Warszawy szykuj.-poleciłam i założyłam bluzkę.
-Dobrz...-westchnął.-Ciężkie życie bohatera...
Ja natomiast wyszłam z sypialni i swoje kroki skierowałam do pokoju Vicki. Mała już wstała i z uśmiechem przyglądała mi się ze swojego łóżeczka. 
-Cześć.-powiedziała.
-Dzień dobry moja panno.-uśmiechnęłam się do niej.-Jak tam nocka? Wyspałyśmy się?
-Myślę, że tak.- uśmiechnęła się Vicka.
-Musimy zrobić dziś wypasione śniadanko dla wujka.
-Najlepiej naleśniki-uśmiechnęła się mała.
-Też tak myślę.-wyciągnęłam ją z łóżeczka po czym ubrałam i razem zeszłyśmy na dół.
Zrobiłyśmy śniadanie w postaci naleśników z truskawkami. Robert bardzo lubi truskawki. Do tego jeszcze dodałyśmy jego ulubione "kakałko" i paczkę żelek owiniętą czerwoną wstążką.
-Ohoho! Co jest? Mam urodziny?-Robert zszedł na dół.
-Nie... przynajmniej z tego co mi wiadomo. Po prostu chciałyśmy Ci pokazać jak bardzo Cię kochamy skarbie-przytuliłam się do Roberta.-prawda Vickuś?
-Tak.-uśmiechnęła się Vicki, a Robert wziął ją na ręce i razem zrobiliśmy zbiorowego przytulasa.
Zjedliśmy śniadanie i posprzątaliśmy. Robert chwycił torbę i ustanął przy drzwiach.
-No kochane, będziemy się żegnać.-powiedział ze smutkiem.
-Szkoda. Będę tęsknić.-powiedziała Vicka podnosząc ręce w górę, tak żeby Robert wziął ją na ręce. Mój ukochany z uśmiechem na twarzy uniósł małą i zrobił z nią noski.
-Ja też będę tęsknić skarbie.-Robert tulił ją w ramionach.
-Ile dni Cię nie będzie?-spytała.
-Od jutra dwa dni.
-Mam nadzieję, że miną szybko.-mała uśmiechnęła się pocieszająco i zeskoczyła z ramion mojego ukochanego. Następnie pobiegła do pokoju. Robert natomiast podszedł w moją stronę i delikatnie rozłożył ramiona. Podeszłam bliżej i mocno się w niego wtuliłam. 
-Bardzo Cię kocham, wiesz?-powiedziałam.
-Wiem.-uśmiechnął się.-Będzie mi Ciebie brakowało przez te dwa dni...
-Mi Ciebie też.
-Jak wrócę to wybierzemy się całą trójką do kina. Co ty na to?
-Byłoby fajnie. Mała by się ucieszyła.
-Oj i to jak.-zaśmiał się.
-Muszę już iść...-powiedział po chwili smutniejąc.
-Zaraz się spóźnisz.-powiedziałam ze śmiechem.
-Racja, ale ja nadal na coś czekam...
-Na co? Kanapeczki Ci zrobić?-powiedziałam z ironią.
-Buziaczka bym chciał...
-To chodź.-przybliżyłam się do niego i go pocałowałam. On zachłannie się do mnie przylepił.
-Robeeeeert!-zawyłam.
-Tak?-zaśmiał się.
-Puść mnie.-śmiałam się głośno.
-Nie. 
-Spóźnisz się.
-To co? 
-Idź już.
-Ciężko mi was zostawić...
-Przecież to tylko dwa dni... Robert.-zaśmiałam się
-No co? Bardzo się do was przywiązałem...Obiecaj mi, że będziecie na siebie uważać... Kiedy wrócę to nie chcę którejś z was widzieć w szpitalu...
-Oj, Robert... Z całej naszej trójki to ty zawsze wpadasz w kłopoty-śmiałam się z niego.
-Jak tak mnie traktujesz to chyba się pośpieszę...-podszedł do drzwi. Ja natomiast szybko do niego podbiegłam i przytuliłam od tyłu.
-Pa kochanie.-powiedziałam całując go za uszkiem.
-Pa.-powiedział z uśmiechem.
-Zabierz kurtkę!-pisnęłam gdy wychodził.
-Jasne.-z uśmiechem na twarzy chwycił kurtkę i musnął delikatnie ustami mój policzek... Przez okno patrzyłam jak odjeżdża. Będę tęsknić. Cholernie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz