wtorek, 30 czerwca 2015

17. "Kinder Party"

Po południu zrobiliśmy sobie podwieczorek na kocyku w ogrodzie, gdzie bawiliśmy się z Vicki i czytaliśmy jej. Bardzo lubiła gdy spędzamy z nią czas, a zwłaszcza Robert. Tak często wychodzi na treningi, że z Vicki widuje się tylko rano i ewentualnie wieczorem, kiedy mała jeszcze nie śpi. 
Następnego dnia było wielkie święto, a mianowicie urodziny małej Victorii. Nie budząc małej wstałam i po cichu uszykowałam się. Wzięłam prysznic i przebrałam się w zwykłe ciuchy, bo przecież będę robić dla Vicki tort i inne potrawy na przyjęcie, więc mogę się ubrudzić.

Zebrałam włosy w kucyk i zeszłam na dół do kuchni. Spotkałam tam Roberta przygotowującego się na trening. 
-Kochanie, widziałaś gdzieś moje buty?-spytał przewracjąc cały salon do góry nogami.
-Znając życie są w przedpokoju.
-Sprawdzałem.
-To weź inne. Zaraz się spóźnisz.
-Ale tamte były fajne...-mruknął.
-Robert jazda!-poganiałam go.
-Już już.-ubrał buty


 i wyszedł. Ja natomiast zajęłam się zakupami. Ubrałam się i wyszłam do sklepu. Gdy wróciłam do domu Fabian minął się ze mną w drzwiach. Wyszedł z małą do sklepu, aby wybrała sobie jakąś zabawkę. Gdy moje maluchy zniknęły za drzwiami zaczęłam robić tort dla Vicki. Moje skończone dzieło wyglądało tak:


Mam nadzieję, że małej będzie się podobało. Następnie zaczęłam robić słodkości dla maluchów,


muffinki,

dużo muffinek...

        Potem przygotowałam jakieś ciepła dania dla tych większych dzieci. Robert wrócił z treningu i pomógł mi ukryć potrawy przed małą Victorią. Kilka muffinków schował w swoim żołądku, wyjaśniając się tym, że jest głodny. Nie gniewałam się na niego wcale, bo wiedziałam jakie mają wyczerpujące treningi, a  rano przecież nie jadł śniadania. Gdy Fabian wrócił ja zajęłam się Vicki. Ubrałam ją w śliczną sukieneczkę.

       Przy ubieraniu Vicki się trochę wierciła, ale w końcu szeroko się uśmiechnęła i zeszła z krzesełka. Dałam jej nowe zabawki kupione przez Fabiana,





















a sama poszłam się przebrać.
Gdy zeszłam na dół Robert krzywo się uśmiechnął.
-Coś nie tak?-spytałam.
-Vicki śliczniutko.-wziął ją z moich rąk.-Ale ty... Mogłabyś ubrać się bardziej kolorowo. Na pogrzeb idziesz, czy na urodziny?-uśmiechnął się uprzejmie.
-No dobrze. Jeśli tak wolisz...-powiedziałam i wróciłam na górę. Przebrałam się w sukienkę w kwiaty:
Do tego założyłam buty tego samego wzoru:
Gdy wróciłam do mojego towarzystwa Robert z uśmiechem pokiwał głową.
-Teraz wyglądasz jak człowiek.-zaśmiał się złośliwie.
-No dzięki...-mruknęłam udając smutną.
-Żartowałem, wyglądasz pięknie.-szepnął do mnie.
-To prawda.-potwierdziła mała Vicki. Nareszcie zaczęła składać zdania. Jak na jej wiek to bardzo późno, ale jestem z niej dumna.
-Chodź kochanie. Teraz wujek się ubierze i możemy przyjmować gości. Hm?-podałam jej rękę, a ona z uśmiechem mocno ją uścisnęła. Robert przyszedł do nas jakieś 15 minut później. Ubrany był w coś takiego:
-Mój przystojniak.-uśmiechnęłam się na jego widok.
-Nie tylko twój kochanie.-śmiał się.
-Jak to?-zdziwiłam się
-Tej oto pani też.-wziął Vicki na ręce.-Prawda maleńka?
-Prawda.-uśmiechnęła się.
-Powiedz, że wujek jest najprzystojniejszy na świecie.
-Mój wujek jest najjjj-przyyyy-stojjjj-nieee-jszy na świecie.-zacięła się przez chwilę.
-Robert... skromny jesteś.
-Ciociu, lepszego nie znajdziesz.-zaśmiała się Vicka.
-Ona ma racje. Święte dziecko!-podrzucił ją i złapał, po czym biegał z małą po ogrodzie. Śmiałam się z nich długo potem, aż do czasu gdy przyszli goście. Ja i Vicki witaliśmy przybyłych, a Robert jak przystało na dżentelmena przyjmował prezenty z rąk gości. W naszym kinder party królowały dzieci, które po zaproszeniu od Vicki poszły razem z nią do ogrodu. Dorośli natomiast, czyli Nuri i jego żona Tugba, Jakub i Agatka oraz samotny Mario rozsiedli się w salonie popijając kawę i gadając. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś?-zwróciłam się do Roberta.
-Tak.-powiedział tajemniczo-Chodź.-po czym pociągnął mnie za rękę ku drzwioim. W progu stał nie nikt inny, jak...








sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 16: "Fajnie, że się dla mnie tak starasz".

*Miesiąc póżniej*
Dziś Robert przyszedł z treningu o 14. Vicki bardzo ucieszyła się na jego widok. 
-Cześć maleńka.-uśmiechnął się do mojej "córki" i zrobił z nią "noski".
-Cześć kochanie.-podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie.
-Cześć.-odpowiedziałam zarumieniona.
-Co macie na obiadek?-spytał przechodząc do kuchni.
-A ten od razu do konkretów-zaśmiałam się.-Liczyłam, że gdzieś wyjdziemy.
-We czwórkę?-spytał krzywiąc uśmiech.
-Tak.-potwierdziłam.
-No dobrze.-powiedział Robert-Szykuj się.-zwrócił się do mnie, a później podszedł do Fabiana i coś do niego powiedział. Ja natomiast poszłam na górę i wyjęłam z szafy sukienkę. Poszłam wziąć kąpiel, po czym ubrałam się



 i pomalowałam ładnie. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Byłam już prawie gotowa. Lekko spryskałam moje ciało mgiełką zapachową i zeszłam na dół. Czekał tam na mnie mój ukochany odstrojony w garnitur i bardzo stylowe nike.
-Idziemy?-spytałam.
-Poczekaj. Gdzie Ci się śpieszy?-wziął moją chustkę z komody i przewiązał mi ją na oczach.
-Hej! Gdzie idziemy?-dopytywałam zdezorientowana.
-Zaraz zobaczysz.-prowadził mnie. Wkońcu ze słuchu wywnioskowałam, że wsiadamy do samochodu.
-A Vicki? Fabian?-spytałam i poczułam ciepły dotyk Roberta na mojej dłoni.
-Dzisiaj tylko my.-powiedział i odpalił silnik. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do jakiejś  restauracji. Skąd wiem? Dopiero wtedy Robert odsłonił mi oczy.
-Podobno najlepsza w Niemczech...-uśmiechnął się całując mnie.
-Fajnie, że się dla mnie tak starasz.
-Staram się bo Cię kocham.-uścisnął moją dłoń i trzymając się za ręce weszliśmy do budynku. Zajęliśmy stolik. Orkiestra ślicznie grała jakiś wolny kawałek, sporo par tańczyło. Po chwili podeszła do nas kelnerka i miło się uśmiechnęła pytając:
-Co dla państwa?
-Yy...-Robert tak jakby się zaciął. Po chwili wreszcie wydukał:-Danie dnia.
-Oczywiście.-kelnerka szybko zapisała, a w międzyczasie zapytała:
-Coś do picia?
-Wino.
-Białe, czerwone?
-Kotku?-zwrócił się do mnie.
-Czerwone.-zdecydowałam. Kelnerka sprawnie złożyła nasze zamówienie. Jakieś pięć minut później przybyła do nas z naszą kolacją. Za nią szedł młody kelner z winem.
Po zjedzeniu kolacji siedzieliśmy nadal przy stoliku. Robert nerwowo spoglądał to na mnie, to znów w podłogę.
-Zatańczymy?-spytał wkońcu.
-Chętnie.-wiedziałam, że coś go gryzie i postanowiłam dodać mu trochę otuchy uśmiechając się. Przetańczyliśmy... może trzy kawałki. Nagle Robert uklęknął przede mną, a wokół nas utworzyło się koło gapiów. Mój ukochany powoli wyciągnął małe czerwone pudełeczko i otworzył je przede mną. Po chwili przemówił:
-Oliwio, wyjdziesz za mnie?-patrzał mi w oczy.
-Tak.-odpowiedziałam po chwili, skacząc z radości.-Tak! Tak!
-Kocham Cię.-wstał i uśmiechnął się do mnie wkładając mi pierścionek na palec. Ja namiętnie go pocałowałam. Staliśmy tak chwilę. Wszyscy klaskali, reporterzy robili zdjęcia.
-Robert. Dziennikarze.-mruknęłam wtulając się w jego pachnącą koszulę.
-Wstydzisz się mnie?-spytał.
-Nie, ale pytanie czy ty mnie?
-Wstydzić się tak pięknej żony?-zaśmiał się i mnie pocałował. Gapiom znudziło się już patrzenie na nas i wrócili do tańca. My też bez niepotrzebnych słów tańczyliśmy przytuleni do siebie. Po niespełna pół godzinie nogi zaczęły mnie boleć, a oczy zaczęły się "kleić".
-Robert.-szepnęłam.
-Tak?-spytał jakby obawiając się czegoś.
-Jestem już zmęczona. Możemy już wracać do domu?
-Oczywiście.-uśmiechnął się do mnie. Zawołał kelnerkę, zapłacił i wyszliśmy na zewnątrz. Dortmund nocą. To jest coś. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem, a Robert się uśmiechnął.
-Piękna noc, co?-spytał po chwili.
-Piękna.-przyznałam.
-Bo Nasza.-pocałował mnie.
-Kocham Cię Robert.
-Ja Ciebie też Oliwko.-przytuliliśmy się. Robert otworzył mi drzwi od samochodu. Wsiadłam i zapięłam pas. On zajął miejsce za kierownicą i odpalił silnik.
-Dobrze się czujesz?-spytał podczas jazdy.
-Spać mi się chce.-ziewnęłam i się uśmiechnęłam.
-Dobranoc kochana żonko.-powiedział Robert i się zaśmiał.
-Dziękuję bardzo kochany mężu.-powiedziałam i lekko mi się przysnęło. Nagle poczułam, że ktoś mnie unosi. Z pewnością był to Robert. Przyjemnie się w niego wtuliłam i znów zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się przy Robercie. Mój narzeczony jeszcze spał i mocno mnie przytulał. Tak mocno, że nie mogłam wyswobodzić się z jego objęć. 
-Robert.-szepnęłam, ale on nie reagował. -Robert, misiu.
-Tak kochanie?-spytał z zamkniętymi oczami.
-Może już wstaniemy?
-Jeszcze nie...-wtulał się we mnie.
-Robeeert...-zawyłam.
-No czo?-spytał-Nie mogę nacieszyć się moją żoną?
-Pamiętaj. Ślubu jeszcze nie było.-uśmiechnęłam się złośliwie.
-Ale będzie. Postaram się o to.-wstał i podniósł mnie na rękach z łóżka, zaniósł mnie aż do jadalni. Posadził mnie na stole i zaczął całować po brzuchu a później coraz wyżej, tak że się położyłam. Nie mogłam się podnieść, bo Robert przyciskał moje dłonie do stołu.
-Robert...-śmiałam się.
-Cicho... obudzisz towarzystwo.
-Hahahahaa-nie mogłam przestać się śmiać. Robert łaskotał mnie po brzuchu
-Co wy tu robicie?-spytał Fabian wchodząc do jadalni, a Robert szybko podniósł
mnie ze stołu.
-A nie mówiłem...-mruknął Robert z uśmiechem.
-Mówiłeś.-pocałowałam go.
-Nie będę wam przeszkadzał.-Fabian wyszedł, a Robert zdjął mi koszulkę. Następnie zabrał się za dolne partie. Przeszkodziła mu w tym Vicki płacząc głośno.
-Przykro mi.-zaśmiałam się złośliwie, ubrałam koszulkę i poszłam do Vicki. Przewinęłam jej pieluszkę i nakarmiłam małą. Zeszłam z nią na dół i oddałam w ręce Roberta.
-"Ululaj" ją.-powiedziałam krótko i poszłam się ubrać.


Ubrałam się i wyczesałam. Uznałam, że nie muszę się malować, bo będę dziś siedzieć w domu, więc od razu poszłam do moich podopiecznych(Roberta, małej Vicki i Fabiana). Robert uśmiechnięty chodził z małą na ramieniu.
-Zasnęła?-spytałam zdziwiona.
-Tak.-uśmiechnął się z zadowoleniem Robert .
-Widać działasz na nią uspokajająco.
-Widzisz. Ma się ten talent.-zaśmiał się.
-Skromny jesteś.-skwitowałam, a Robert włożył małą do łóżeczka w salonie.
-To co? Kończymy to co zaczęliśmy.-poruszył znacząco brwiami.
-Zwariowałeś?-zaśmiałam się
-Na twoim punkcie.-przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Wracam. Tym razem już oficjalnie i obiecuję że rozdziały będą pojawiać się często, na tym blogu jak i na innych. Pozdrawiam ciepło ~Gucio ;*

wtorek, 8 kwietnia 2014

15."naleśniczki z dżemorem"

Lekarz założył mi gips i wróciłam do Mario .
-Idziesz ze mną - powiedział Mario
-Gdzie ? -zapytałam
-No ... może pójdziesz ze mną na trening ?
-Ok , ale na razie muszę iść do domu .
-Ok . To przyjadę po ciebie .
-Spoczko-powiedziałam i skierowałam się w stronę domu . Zjadłam kanapki i poszłam na górę . Przebrałam się w to :

Przewiązałam sobie czerwoną chustę żeby podtrzymywała mi gips a przy okazji pasowała mi do koloru mojego dzisiejszego ubrania . Wzięłam jeszcze telefon i zeszłam na dół zaczekać na Mario , po jakiś 10 minutach pod dom podjechał Goetze. Niedługo potem byliśmy już na stadionie , byliśmy trochę spóźnieni więc Mario poszedł się przebrać a ja weszłam na murawę i przywitałam się ze wszystkimi . Wielu piłkarzy pytało co mi się stało w rękę ;D . 3 godziny później było już po treningu . Marco zaprosił mnie na spacer a że nie miałam planów na dzisiejsze popołudnie , postanowiłam pójść na ten spacer . Reus zabrał mnie na prześliczną polankę porośniętą dużą ilością kwiatów . Tło jak z bajki *.* Chodziliśmy , gadaliśmy ... głównie każdy oswoim jakże nudnym życiu ...
-mówie ci Oliwia jaki to jest trudne ... na treningach musisz się wykazać albo za karę robić milion kółek ... na meczach też trzeba pracować ... 
-nie może być aż tak źle - uśmiechnęłam się do niego 
-aż - zaśmiał sie przez moment - a co byś zrobiła jakby zaczepiały cię jakieś dechy i prosiły o autograf ? -spytał a ja pokładałam się ze śmiechu 
-sugerujesz że mogła bym być biberem w wersji damskiej ?
-skądże xd - śmiał się razem ze mną .
   

  


                         ***






Gdy znudzilo nam sie juz chodzenie po polance Marco odprowadzil mnie do domu . gdy juz sobie poszedl ja postanowilam cos zjesc ... od kilku godzin nie mialam nic w ustach , burczalo mi w brzuchu . zrobilam na sprincie jakies kanapki i siedzac przed telewizorem zjadlam je wszystkie ... w mieszkaniu rozlegl sie halas pobieglam szybko do mojej sypialni ... jakis kotek spadl z mojej szafy a obok na lozku lezal list 
" Hej . chcialem cie tylko przeprosic i masz na przeprosiny tu takiego slodziaka ;* Kocham Cie " nie wiedzialam co mam zrobic ... z zamyslen wyrwalo mnie pukanie do drzwi... nie spodziewalam sie jednak zadnych gosci . wzielam malego kociaka na rece i poszlam otworzyc . gdy otwieralam drzwi kotek wybiegl na zewnatrz a do mojego domu wpakowal sie lewy .
-czesc ksiezniczko -pocalowal mnie na powitanie 
-(...)
-nadal sie na mnie gniewasz ?
-trudno sie nie gniewac ...-burknelam 
-no prosze wybacz mi ... blagam -kleknal przede mna -blagam 
-wstan - usmiechnelam sie a on mnie przytulil
-brakowalo mi ciebie 
-mi ciebie tez-powiedzialam i natychmiast oprzytomnialam -ale gdzie Vicki 
-u mnie ... spi . 
-to dobrze ... martwilam sie o nia 
-a o mnie ?-popatrzyl sie na mnie maslanymi ozkami ... a oczy naprawde mial sliczne *-*
-o ciebie tez - usmiechnelam sie i wtulilam w niego a on mnie calowal . ta chwila jednak nie trwala dlugo bo Fabian wparowal do mieszkania ... ALE SKAD !? oderwalam sie szybko od lewego .
-Fabian ? 
-zly moment ?
-no tak jakby troszku .
-no to sobie pojde .
-nie zostan-krzyknelismy razem 
-ok.-zasmial sie -cos mnie ominelo ?
-sporo - zasmialismy sie i opowiedzielismy mu wszystko od momentu jego wyjazdu aż do teraz ... tak zlecial nam caly dzien . gdy Robert poszedl do domu ja postanowilam sie polozyc ... za duzo wrazen jak na jeden dzien.



 Obudziłam się o 9:00 , poleżałam sobie chwilę ... chwila w moim języku znaczy tyle co 2 kwadranse ;) a więc gdy tak sobie leżałam dostałam smsa . I ciągle słyszałam tę piosenkę ... ale telefonu nigdzie nie widziałam .

 "...One only lives if you go to point break
and I'll take you there if you love my mistakes
Ready or not here we go, might get a little messy..."
-kici , kici ... Gdzie żeś jest mój zacny telefonie ?-mówiłam do siebie ... po kilku minutach znalazłam moją cegłę . Nadawcą smsa był oczywiście Lewusek .
"Jak zdążyłem zauważyć Fabian już wstał i zostawiłem mu Vicki do czasu aż wstaniesz ;* śpiochu ty mój kochany ;* będe u cb o 14 ;* do zobaczenia <3”
Odpowiedziałam mu tylko takim serduchem ( <3 )
Uczesałam się i w piżamce zeszłam na dół . Widziałam jak Fabian przytulał Vicki i razem oglądali spongeboba . No moja krew xd takie durnowate bajki oglądać, mają to po mnie xd 
-wiesz co mógłbyś zostać ojcem ci powiem -zaśmiałam się na co on zaprzeczył 
-ja jestę wujkię tej oto tu księżniczki - wskazał na Vicki a ona się uśmiechała .
Poszłam do kuchni coś zjeść .
-chcecie coś do jedzenia ?
-ja bym chętnie wszamał naleśniczka -wyszczerzył się - i Vicki też jest głodna .... także no... naleśniczki z dżemorem razy 2 -zaśmiał się 
-jakie wymagania-Pokręciłam głową z uśmiechem i zabrałam się za robienie "naleśniczków z dżemorem" tak jak życzyło sobie to moje głupkowate towarzystwo :D 

Gdy już skończyłam Fabian i Vicki zajadali tak szybko że mój braciszek dostał czkawki a Vicki się z niego śmiała . Chwilę później gdy moim "dzieciaczkom" już nie odwalało usiedliśmy wszyscy w salonie i oglądaliśmy nickelodeon . Akurat leciała Inwazja Królików
-to jest taki edukacyjny program , że o matko -zaśmiałam się
-obrażasz mnie ! Ja się na tym wychowałem -zrobił sztucznego focha 
-oj no ! Przepraszam -zrobiliśmy zbiorowego przytulasa 


sobota, 14 września 2013

Nie dodaje rozdziałów już około 2 miesiące ... wena jest ale nie ma jak pisać :< więc zawieszam ....
i zapraszam na bloga mojej koleżanki którą serdecznie tu i z tego o miejsca pozdrawiam :D 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

środa, 28 sierpnia 2013

14.'Co !? Nie będę sprzedawać tego świństwa !'


...Później pochodziliśmy sobie po parku , Mario kupił maskotkę dla Viki .Bo niedługo ma urodziny.
-Chciałabyś może dołączyć do naszej drużyny?
-No ale jak ty to sobie wyobrażasz ? Ja jedyna dziewczyna na boisku i dwudziestu dwóch chłopaków ?
-Nieee.-zaśmiał się Mario-teraz będą organizowane zapisy do drużyny dziewczyn.
-Aaa no to takie buty ...-zaśmiałam się-może ...
-To tak czy nie ?
-Zobaczymy-uśmiechnęłam się.
-Jak przyjdziesz na trening ?
-Ok.-zapadła cisza-To ja już pójdę.
-Odprowadzić cię ?-zapytał Mario
-Nie dzięki , poradzę sobie.
-No to cześć
-Trzymaj się-powiedziałam i poszłam do domu.Weszłam na fejsa później zjadłam kolacje a że nie było jeszcze tak ciemno postanowiłam sobie pobiegać. Ubrałam bluzę i buty i wybiegłam z domu i przystanęłam na chodniku . Nagle poczułam ze ktoś łapie mnie od tyłu .
-Aaaa!!! Puść mnie !!!-krzyczałam , później strasznie zabolała mnie głowa i już nic nie widziałam...



...Obudziłam się w ciemnym małym i zimnym pomieszczeniu , wyglądało ono jak jakaś piwniczka. Pochodziłam sobie dookoła niej i natknęłam się na drzwi . Niestety były zamknięte , usiadłam sobie w kącie i nuciłam sobie One Direction - Little Things , gdy drzwi się otworzyły a za nimi , do pomieszczenia weszły 2 osoby . Wysoka blondynka a za nią brunet , wysoka blondynka odezwała się.
-Obudziłaś się już ? To dobrze , mam dla ciebie zadanie . Idź na tę mniej uczęszczaną uliczkę i sprzedaj to .-powiedziała rzucając mi pod nogi jakieś woreczki . -No już już zbieraj się - Powiedziała blondynka pchając mnie w stronę drzwi . Za drzwiami kryło się również małe pomieszczenie tyle że w nim było więcej światła , popatrzałam na te woreczki które dała mi blondynka , to były NARKOTYKI !!!
-Co !? Nie będę sprzedawać tego świństwa !-krzyknęłam w stronę blondynki .
-Oh naprawdę ? Ale będziesz musiała dziewczynko ! Bo od teraz należysz do mnie ! A teraz idź i to sprzedaj !-krzyczała blondynka a ja posłusznie wyszłam z tego budynku i szłam w stronę ciemnej ulicy . Zaczęłam wykonywać moje zadanie . Po godzinie 10 paczek tego czegoś znikło z mojej torby a zamiast tego była tam niezła sumka . Postanowiłam wrócić do tego budynku choć pewnie każdy na moim miejscu uciekłby , ale ja się bałam że coś mi zrobią . Dotarłam na miejsce i weszłam do budynku .
-Dawaj kasę - powiedziała blondynka a ja posłusznie oddałam jej pieniądze - A teraz idź z Riven'em , jak będziesz grzeczna to dostaniesz coś do jedzenia .
Poszłam razem z tym całym Riven'em do tej piwniczki i znów usiadłam w jej kącie zauważyłam okno , wychodzące na ulicę Dortmundu .
-Ratunku !!! Pomocy !!! - krzyczałam i otworzyły się drzwi piwniczki .
-Pożałujesz .-powiedziała do mnie blondynka - Riven zajmij się nią .-dodała po czym Riven zaczął mnie kopać.
-Auć !! Zostaw , to boli !!-krzyknęłam po czym blondynka zamknęła drzwi a Riven przestał mnie kopać.
-Przepraszam .-powiedział , przykucnął obok mnie i mnie przytulił .
-Dlaczego to zrobiłeś ?-zapytałam przez łzy
-To znaczy ?
-Złamałeś mi chyba rękę wiesz ?-powiedziałam pociągając nosem
-Przepraszam ale Lisa mi kazała.
-Nie możesz jej się przeciwstawić ?-zapytałam
-Ale mała , ja to robię dla pieniędzy .-powiedział i wyszedł .
-No tak...znowu sama -powiedziałam ni to do siebie ni to do ścian . Przesiedziałam tak trochę czasu a później położyłam się na zimnym betonie i zasnęłam ... Rano zostałam przywitana mocnym kopem w brzuch.
-Ałł !! -pisnęłam -żmija -powiedziałam patrząc na blondynkę
-Coś ty powiedziała !? -syknęła Lisa po czym zaczęła mnie kopać ale ta nie oszczędzała sił . W końcu zostawiła mnie zwiniętą w kłębek na ziemi i wyszła .
-Boże ratuj !-powiedziałam i jakiś cud musiał sprawić że usłyszałam syrenę policyjną. ( wiem że nie każdy wierzy w takie coś no ale musiałam ) Po chwili do pomieszczenia wbiegli policjanci i wsadzili mnie do karetki pogotowia a stamtąd trafiłam do szpitala jak to lekarze stwierdzili miałam złamaną rękę..znowu...
Brr...dosyć że nie lubię przebywać w szpitalu to umili mi tu pobyt myśl że wszystko mnie boli.
-Zawiadomić kogoś z pani rodziny ?
-Proszę zadzwonić pod ten numer .-powiedziałam podając pielęgniarce urywek gazety na którym napisałam numer Mario
-Dobrze coś jeszcze ?
-Nie -odpowiedziałam i położyłam głowę na poduszce . Kilka minut później przyjechał Mario .
-Oliwka !-krzyknął Mario podbiegając do mnie .
-Cieszę się że jesteś .-powiedziałam
-Co Ci się stało ?
-Wyszłam z domu sobie pobiegać (każdy wie co było dalej ale mi się nie chce pisać)
-Ehh... mogłem Cię odprowadzić .
-Ale ważne jest co tu i teraz , nie wińmy się za przeszłość - mimo bólu uśmiechnęłam się do Mario
-Masz rację -powiedział Mario i pocałował mnie w skroń . -Kiedy będziesz mogła wyjść ?
-Jeszcze nie wiem ale to tylko złamana ręka więc może jeszcze dziś .
-Przepraszam pani teraz będzie miała zakładany gips a później ...
-Oliwia mam na imię .-przerwałam pielęgniarce.
-No dobrze Oliwio , po zakładaniu gipsu możesz iść do domu. -powiedziała pielęgniarka po czym pomogła mi wstać i zaprowadziła do sąsiedniej sali...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Info.

Niedługo (15.08 lub 19.08) wyjeżdżam na wakacje na tydzień i nie będę często dodawać rozdziałów . Mam nadzieję że się nie gniewacie ;) , jak mówiłam wracam za tydzień papatki xD ;**

wtorek, 6 sierpnia 2013

13.'Mówiłem że po ciebie przyjdę'

~~~~~~~~~~~~~Info~~~~~~~~~~~~~~~
Oczami Roberta-to znaczy z perspektywy Roberta , kolegi Oliwi.
Oczami Lewego-to znaczy z perspektywy Roberta Lewandowskiego.
Mam nadzieję że rozumiecie bo ja sama już się w tym gubię . Miłego czytania :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z dedykacją dla ZaCzArOwAnA , która tak wyczekiwała rozdziału.

Skierowałem się w stronę domu Oliwi , zabrałem małą i poszłem do siebie .Położyłem Viktorię u siebie w sypialni i poszedłem do salonu . Położyłem się na kanapie i zastanawiałem się co dalej...może powinienem poszukać Oliwi...
~~Oczami Roberta~~
Gdy Oliwia wypiła już herbatę , postanowiliśmy obejrzeć jakiś film.Padło na "Pokonać strach".
-Ej.. ja się boje horrorów .-powiedziałam
-To nie jest aż takie straszne-powiedział Robert po czym włączył film. Film ten trwa około 1 godz.Ale my skończyliśmy go oglądać trochę wcześniej ponieważ była burza i prąd się wyłączył . Bałam się jak cholera , najpierw straszny film a później brak prądu .Nagle Robert złapał mnie za gołe udo , bo przecież dzisiaj założyłam spodenki.
-Co ty robisz ?! -wrzasnęłam.Po czym Robert przyciągnął mnie do siebie .
-Fajna z ciebie dupa.-powiedział i zaczął mnie rozbierać
-Zostaw mnie !-krzyknęłam podnosząc się z kanapy , pomknęłam na górę , zamknęłam drzwi i padłam na łóżko . Myślałam jak się stąd wydostać.
-Otwieraj słyszysz ?!-krzyczał Robert pukając w drzwi.Za jakieś 20 minut się uspokoił i poszedł na dół. Ja postanowiłam zadzwonić po Reusa może on by mnie stąd wyciągnął. Wybrałam numer , niestety Reus nie odbierał , dzwoniłam jeszcze z 10 razy , ale nadal nic.W pobliżu był dom Mario , postanowiłam wyjść oknem i pobiegnąć do Mario . Wzięłam wszystkie rzeczy i wyszłam na dach.
-Dlaczego to właśnie ja ?-wyszeptałam sama do siebie , przełknęłam ślinę i skoczyłam . Strasznie bolała mnie noga ale postanowiłam o tym teraz nie myśleć , chciałam się stąd wydostać i to jak najszybciej . Pobiegłam  szybko w stronę domu Mario .Zapukałam , drzwi otworzył mi Mario.
-Oliwka ?-zapytał zdziwiony Mario .
-Przytul.-powiedziałam po czym Mario wykonał moją prośbę.
-Coś się stało?
-Nie, nic wiesz! Po co bym do ciebie przychodziła z łzami w oczach?!-krzyczałam na niego
-Wejdź i powiedz mi co się stało.-powiedział Mario a ja weszłam do środka.
-Przepraszam.
-Za co?
-Za to, że tak na ciebie nakrzyczałam. Ale.... ja już nie mam na nic sił.
-Oj nic się nie stało.
-Stało się i to dużo.
-Opowiesz mi ?
-Może nie teraz.
-Ok. Napijesz się czegoś ?
-Wody , jeśli masz .
-Ok.-powiedział Mario po czym przyniósł mi szklankę wody.
-Dzięki .
-Nie ma za co.-uśmiechnął się-pójdziesz ze mną jutro na trening ?
-Jasne.-odwzajemniłam uśmiech.
-Ok. Trening jest o 10:00.
-Dziękuje .-powiedziałam cicho
-Za co ?
-Za wszystko .
-Oj . Nie ma za co.-powiedział Mario i mnie przytulił .-pewnie jesteś zmęczona? Co ?
-Trochę .
-To chodź.-powiedział Mario po czym zaprowadził mnie do sypialni .-Jak coś to tutaj jest łazienka a w szafie masz jakieś tam szmatki Marceli.A i jak coś będziesz chciała to możesz mnie obudzić.-uśmiechnął się.
-Dziękuje-powiedziałam i przytuliłam Mario z całej siły .
-Nie masz za co.Jak coś to ja będę z tym pokoju na przeciwko.Dobranoc.
-Dobranoc-odpowiedziałam,wzięłam jakąś koszulkę od Marceli , poszłam się wykąpać i położyłam się.
Nie mogłam zasnąć,podeszłam do okna i wpatrywałam się w pustą ulice Dortmundu,gdy nagle tuż przy mojej głowie wyskoczył jakiś człowiek.
-Aaaaa !-zapiszczałam a po chwili w drzwiach pojawił się Mario.
-Co się stało ?-zapytał Mario
-Tam ktoś był ... ja siedziałam przed oknem ... tam ktoś był ... on chciał tu wejść .-jąkałam się
-Chodź -powiedział Mario-dzisiaj śpisz ze mną-dodał z uśmiechem i mnie przytulił. Tak zasnęłam w jego objęciach . Rano Mario obudził mnie z , jak on to powiedział 'naglącym' pytaniem .
-Co chcesz na śniadanie ?
-Em...A co masz ?
-Chleb z dżemem albo dżem z chlebem ? Co wolisz.-zaproponował z uśmiechem Mario.
-To co ty-odpowiedziałam bez entuzjazmu.Po czym Mario zeszedł na dół zrobić śniadanie a ja wzięłam telefon.Miałam 2 wiadomości i 4 nieodebrane połączenia . 4 nieodebrane połączenia były od Roberta , 1 SMS był od Roberta a brzmiał on tak :
Dlaczego nie odbierasz ? Co się z tobą dzieje ?
Postanowiłam w ogóle się tym nie przejmować ale ten drugi SMS trochę mnie zaniepokoił . Był on od Kamila a brzmiał tak:
Mówiłem że po Ciebie przyjdę . PS: Ślicznie wyglądasz jak śpisz ;**To on wtedy mnie tak przestraszył . Nie mówiłam o tym Goetze'mu , nie chciałam go martwić .Po kilku minutach Mario przyszedł z śniadaniem które kazał mi zjeść . Posłusznie zjadłam śniadanie , ubrałam się i poszliśmy z Mario na trening.
...po treningu...
-Mogę cię gdzieś później zabrać ? -zapytał Mario
-Zależy gdzie .
-No powiedzmy że na miasto ?
-Ok. -odpowiedziałam.
-No to wpadnę po ciebie.Do zobaczenia.-krzyknął Mario
-Do zobaczenia.-odpowiedziałam i poszłam do mojego domu.
-Dobrze że nie ma Lewego.-powiedziałam sama do siebie i poszłam na górę , ubrałam się w to :

Gdy robiłam makijaż strasznie mnie zemdliło i zwymiotowałam , obawiam się że jestem w ciąży ... no ale to tylko obawy ... dokończyłam makijaż i zeszłam na dół oglądać tv .Na Mario nie trzeba było długo czekać ponieważ po 15-20 minutach , Mario zapukał do drzwi. Naturalnie otworzyłam mu.
-Jestem.-krzyknął Mario
-Widzę , nie musisz krzyczeć.-uśmiechnęłam się do Mario.
-No to co idziemy ?
-Ok.-Odpowiedziałam i poszliśmy z Mario do parku.
-Chodź , coś ci pokaże . -Mario pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do jakiegoś baru.-Patrz na to.-powiedział Mario i zawołał barmankę -poproszę piwo
-Jasne czy ciemne ?
-No jasne że ciemne.
-No to jakie w końcu ?
-Ciemne , jasne ?
-To ciemne czy jasne ? -zapytała wkurzona barmanka
-O dżizys ... to ja już nie chce tego piwa-powiedział Mario wziął mnie za rękę i śmiejąc się , skierowaliśmy się w stronę wyjścia  .
-Ej ! Lala !-krzyknął jeden z kolesi siedzących przy stoliku i przyciągnął mnie do siebie .
-Zostaw mnie !-krzyknęłam ale na nic to się nie zdało.
-Nie słyszałeś ? Zostaw ją !-krzyknął Mario.
-No prosze , prosze Mario Goetze .-powiedział koleś i wypuścił mnie a zaczął próbować bić Goetzego .Nie chciałam na to patrzeć , więc wybiegłam z baru i usiadłam na schodku. Postanowiłam zaczekać na Mario.
Po chwili Mario wyszedł z klubu .
-Hej , już jestem.-powiedział Mario
-To dobrze.-powiedziałam bez entuzjazmu
-Ej uśmiechnij się , mam jeszcze kilka niespodzianek dla ciebie.
-Mam nadzieje że nie takich jak te ?
-Nie , nie takich jak te - powiedział Mario i przytulił mnie po czym poszliśmy dalej...